Przejdź do treści

Zakończenie działań wojennych w 1945 r. w wielu miejscach świata wywołało zrozumiałą euforię. Nic w tym zresztą dziwnego, bo zainicjowany paktem Ribbentrop-Mołotow (23 sierpnia 1939 r.) globalny konflikt w ciągu zaledwie sześciu lat pochłonął co najmniej 60 milionów istnień ludzkich. 

 

Jednak mimo końca terroru niemieckich okupantów „wyzwolenie” okrojonej z przedwojennych Kresów Wschodnich Polski  okazało się de facto nową formą okupacji. Tym razem jednak naznaczoną marksistowską nowomową o domniemanym „oswobodzeniu ludu pracującego miast i wsi” od tzw. pańskich ciemiężycieli. 

 

Zrujnowany i demograficznie przetrzebiony kraj czekała zatem kolejna fala gwałtów, rabunków i mordów. Tym razem jednak w wykonaniu niegdysiejszych, sowieckich sprzymierzeńców Hitlera. W takich realiach nie mogło być miejsca dla liderów polskiego podziemia niepodległościowego, których wojenny trud koncentrował się przede wszystkim na odzyskaniu przez Polskę suwerenności. 

 

Jednym z nich był Jan Stanisław Jankowski (ur. 1882 r.), wywodzący się z Podlasia działacz niepodległościowy w latach poprzedzających wybuch I wojny światowej oraz w jej trakcie. Jako przedstawiciel nurtu narodowodemokratycznego w odrodzonej Rzeczypospolitej pełnił m.in. funkcję  ministra pracy i opieki społecznej (wiosną 1921 r.). Przewrót majowy (maj 1926 r.) wymusił na nim przejście do opozycji parlamentarnej wobec kolejnych rządów tworzonych przez piłsudczyków. W roku 1937 r. związał się ze Stronnictwem Pracy, które miało odegrać istotną rolę w emigracyjnym życiu politycznym. 

 

Jego dziejowa rola paradoksalnie rozpocząć miała się od tragedii i jak czas pokazał tragedią miała być ona już stale naznaczona. 19 lutego 1943 r. funkcjonariusze Gestapo pojmali ówczesnego Delegata Rządu na Kraj Jana Piekałkiewicza, który notabene zmarł równo cztery miesiące później, zmasakrowany w gestapowskich katowniach. Wynikła zatem konieczność zastąpienia go w tej funkcji, czego podjął się jego zastępca.

 

Od schyłku roku 1942 był nim właśnie Jan Stanisław Jankowski i to właśnie on okazał się naturalnym kandydatem do tej funkcji. Łatwego zadania nie miał, bo terror okupacyjny wzmagał się (zwłaszcza od końcówki września 1943 r., kiedy to dowódcą Policji i SS na dystrykt warszawski Niemcy mianowali Frantza Kutscherę). Ogólne napięcie wzmogło ponadto zerwanie przez Sowietów relacji dyplomatycznych z polskimi władzami na uchodźstwie (26 kwietnia 1943 r.).  

 

Jednak szczególnie dramatyczne okazały się dlań ostatnie dni lipca 1944 r. To właśnie wówczas Jankowskiemu przypadł udział w zatwierdzeniu decyzji o rozpoczęciu Powstania Warszawskiego. W trakcie rozmowy przeprowadzonej z Janem Nowakiem-Jeziorańskim (wówczas emisariuszem polskich władz na uchodźstwie) miał stwierdzić: „My tu nie mamy wyboru (…). Walki w mieście wybuchną, czy my tego chcemy, czy nie. Za dzień, dwa lub trzy Warszawa będzie na pierwszej linii frontu (...) Trudno sobie wyobrazić, że nasza (...) młodzież, którą myśmy szkolili od lat (...) daliśmy jej broń do ręki, będzie się biernie przyglądała albo da się Niemcom bez oporu wywieźć do Rzeszy? Jeżeli my nie damy sygnału do walki, ubiegną nas w tym komuniści. Ludzie wtedy uwierzą, że chcieliśmy stać z bronią u nogi”.  

 

W tych bowiem dniach Sowieci, za pośrednictwem swoich figurantów z marionetkowego Związku Patriotów Polskich, nawoływali w apelach Radiostacji im. Tadeusza Kościuszki do wzniecenia przez Warszawian wymierzonego w Niemców zbrojnego wystąpienia. 

 

Nawoływania komunistów spod znaku wspomnianej organizacji nie doczekały się spodziewanego odzewu. Na swój jednak sposób podsycały wzmagający się nastrój oczekiwania na upragniony moment odpłacenia Niemcom za ich niezliczone okrucieństwa. Stąd do pewnego stopnia apele te wpłynęły na podjętą przez przywódców niepodległościowej konspiracji (w tym także Jankowskiego) decyzję o rozpoczęciu powstania w stolicy. Zdawali oni sobie bowiem sprawę z politycznych konsekwencji zajęcia miasta przez Sowietów przy równoczesnej bierności ze strony podległych im struktur niepodległościowych.     

 

Po klęsce powstania, dzięki fałszywym dokumentom Jankowski wydostał się z Warszawy, a następnie z racji wieku został zwolniony z obozu przejściowego w Pruszkowie. Pracy niepodległościowej jednak nie porzucił, co kosztowało go pojmanie przez sowiecką bezpiekę (również w Pruszkowie) wraz z innym przywódcami polskiej konspiracji (w tym także ostatnim Komendantem Głównym Armii Krajowej Leopoldem Okulickim). 

 

Po aresztowaniu (27 marca 1945 r.) wspomniane grono zostało niezwłocznie przetransportowane do Moskwy, by w czerwcu 1945 r. zasiąść na ławie „oskarżonych” w tzw. procesie szesnastu. Owa farsa sądowa, typowa dla stalinowskiego wymiaru „sprawiedliwości”, miała charakter pokazowy. Wpisywała się przy tym w przyjętą przez sowieckiego dyktatora Józefa Stalina taktykę bezwzględnego wyniszczania przedstawicieli polskiej konspiracji jako, sprzeciwiających się sowietyzacji Polski „wrogów ludu”. 

 

Pomimo protestów ze strony polskich władz na uchodźstwie anglosascy sprzymierzeńcy Rzeczypospolitej interweniowali jedynie symbolicznie, bez uzyskania oczekiwanego efektu. Tzw. proces szesnastu okazał się typową dla sowieckich „porządków” prawnych parodią, a oskarżeni w nim liderzy polskiej konspiracji zmuszeni byli odpierać szereg absurdalnych zarzutów. Proces zakończył się 21 czerwca orzeczeniem wyroków w większości skazujących. 

 

Jan Stanisław Jankowski nie doczekał końca wyroku („zasądzono” mu 8 lat). Mimo że o ponad tydzień przeżył sowieckiego dyktatora (Stalin zmarł 5 marca 1953 r.), to jednak nie dane było mu ujrzeć wolności i rodzinnych stron. Według obecnego stanu wiedzy najprawdopodobniej został on zamordowany przez funkcjonariuszy NKWD 13 marca 1953 r. we Włodzimierzu na Klaźmą. Doszło do tego zaledwie dwa tygodnie przed końcem odsiadywanego przezeń „wyroku”… 

 

Jego doczesne szczątki nigdy nie wróciły do kraju. Stąd zarówno na warszawskim Cmentarzu Powązkowskim jak i pobliskich Powązkach Wojskowych znajdują się jedynie symboliczne poświęcone mu mogiły. 

 

Dla spragnionych wiedzy: 

 

W. Grabowski, Delegatura Rządu Rzeczypospolitej Polskiej na Kraj, Warszawa 1995 

J. Nowak-Jeziorański, Kurier z Warszawy, Kraków 1997 

Proces szesnastu w Moskwie, wstęp E. Duraczyński, Rzeszów 1991