W historii Gdyni można wskazać kilka przełomowych momentów: 10 lutego 1920 r. – symboliczne zaślubiny Polski z Bałtykiem dokonane w Pucku przez gen. Józefa Hallera, 29 maja 1921 r. – rozpoczęcie budowy portu, 23 września 1922 r. – uchwalenie ustawy sankcjonującej tę budowę oraz 10 lutego 1926 r. – nadanie praw miejskich.
Droga ku temu nie była łatwa, bo i epoka, w której Gdynia wyrosła, była okresem geopolitycznych wstrząsów i ekonomicznej niestabilności. Gdy z popiołów Wielkiej Wojny (1914-1918) odradzała się Rzeczpospolita, oczywiste było, że musi dysponować dostępem do morza. Był to nieodzowny warunek jej politycznej i ekonomicznej suwerenności.
Dobitnie wykazał to czas zmagań z bolszewikami (1919–1921), kiedy to niemieccy dokerzy w Wolnym Mieście Gdańsk utrudniali przeładunek transportów dla Wojska Polskiego. To uświadomiło władzom polskim konieczność budowy nowego portu pozostającego pod pełną kontrolą państwa. Jako potencjalne lokalizacje dla tej inicjatywy wskazywano m.in. Tczew (po uprzednim wytyczeniu kanału morskiego) i Puck (wówczas bazę polskiej Marynarki Wojennej).
Spory na tle lokalizacji nowego portu nie trwały jednak długo. Czas bowiem naglił. Wybór padł zatem na Gdynię, za czym przemawiało jej usytuowanie w pobliżu szlaku kolejowego. Planowanemu zamierzeniu sprzyjało ponadto dogodne dla transportu morskiego ukształtowanie wybrzeża w tej części Zatoki Gdańskiej. Zamarzanie wód przybrzeżnych w tym akurat rejonie było rzadkością, a Półwysep Hel osłaniał tę przestrzeń przed prądami powietrznymi znad otwartego Bałtyku. Były to bardzo korzystne uwarunkowania w kontekście planowanej budowy instalacji portowych.
Zaczątki portu, budowanego początkowo na potrzeby wojska i rybołówstwa powstały już w roku 1923. Przełomowy okazał się jednak kolejny rok, kiedy to powołano Konsorcjum Francusko-Polskie, koordynujące realizację budowy portu. Głównym projektantem i kierownikiem przedsięwzięcia został inż. Tadeusz Wenda.
Tempo budowy portu było wyjątkowo szybkie i przerosło oczekiwania pomysłodawców przedsięwzięcia. Realizacji projektu towarzyszył gwałtowny napływ ludności: nadmorskie miasteczko liczące w roku 1921 niewiele ponad 1200 mieszkańców, we wrześniu 1939 r. zamieszkiwało już 127 tys. gdynian. Potencjał dalszego wzrostu demograficznego przerwała wojna. Wcześniej Gdynia była miastem o bardzo wysokim odsetku młodych mieszkańców i najwyższym w II RP wskaźniku urodzeń.
O ile budowę portu powierzono inwestorowi prywatnemu (wspomnianemu Konsorcjum Polsko-Francuskiemu), o tyle rozwój miasta w dużej mierze koordynowało i finansowało państwo polskie. Uprzednio wykupione grunta dzielono na parcele, a następnie odsprzedawano ze znacznym zyskiem przedsiębiorcom budowlanym. To właśnie na tych działkach, wzdłuż ulic Świętojańskiej, Starowiejskiej i 10 Lutego wzniesiono budynki modernistyczne, w tym gmach Zakładu Ubezpieczeń Społecznych – jeden z symboli miasta.
Przybysze rozrastającego się w błyskawicznym tempie miasta wywodzili się niemal ze wszystkich obszarów kraju. Jak wspominał jeden z nich, Bolesław Polkowski: „Rozejrzałem się wokół siebie. Tu przecież znalazła się cała Polska – „Pyry” poznańskie, i „Galicjoki z Kongresówy”, i „Tajoje” lwowscy, i „Wilniuki” – a jakże, i „Warszawiści”, no i ja z Białej Rusi (…). Wszystko scementowało się przy budowie wielkiego, wspaniałego dzieła – Portu Gdynia”.
W tej dynamicznej mieszance nie zabrakło również przedstawicieli rdzennej ludności kaszubskiej, m.in. mieszkańców wiosek wchłanianych przez ekspandującą Gdynię (by wspomnieć Chylonię, współcześnie najludniejszą dzielnicę Gdyni). Nierzadko przejawiało się to mieszanymi małżeństwami ludności napływowej i zastanej. Według danych z 1936 r. na tysiąc mieszkańców 144 osoby wywodziły się z Gdyni przedmiejskiej i jej okolic.
Nie mniej bujnie niż samo miasto, rozwijały się również prosperujące w nim przedsiębiorstwa. Wśród nich szczególnie dobrze wiodło się spółce „Polskarob”, stanowiącej własność Związku Kopalni Górnośląskich „Robur” (największego polskiego dostawcy węgla w dwudziestoleciu międzywojennym). To właśnie wydobywany w górnośląskich kopalniach węgiel stanowił główny produkt eksportowany z II Rzeczypospolitej przez port w Gdyni, skomunikowany z Katowicami tzw. magistralą węglową.
Trzeba jednak przyznać, że nie wszyscy mieszkańcy mieli jednak dobre warunki życia. Część zamieszkiwała baraki w dzielnicach biedy (takich jak Meksyk i Drewniana Warszawa) zbudowanych na podobieństwo współczesnych, brazylijskich faveli.
Niemiecki najazd we wrześniu 1939 r., okupacja i wysiedlenia polskiej ludności, a także niszczycielskie „wyzwolenie” przez Armię Czerwoną nie zdołały jednak unicestwić Gdyni. Nawet jeśli nie stała się ona wyczekiwaną przez redaktorów międzywojennych „Wiadomości Literackich” kilkumilionową metropolią porównywalną z Nowym Jorkiem czy Los Angeles, to jednak trudno na „Miasto z Widokiem” nie spoglądać z podziwem. W ciągu niewiele ponad stulecia z wioski rybackiej i niewielkiego letniska Gdynia przeobraziła się w urokliwy i prężnie rozwijający się ośrodek miejski, bez którego nie sposób wyobrazić sobie panoramy współczesnej Polski.
I oby tak dalej, bo w tym przypadku sto lat to zdecydowanie za mało!
Dla spragnionych wiedzy:
S. Kudławiec, I. Pawlik, Mała historia Gdyni, Gdynia-Wejherowo 2008
Z. Opacki, D. Płaza-Opacka, Tadeusz Wenda. Budowniczy portu Rzeczypospolitej, Gdynia-Gdańsk 2024
F. Sokół, Żyłem Gdynią, Gdynia 1998
