Skip to main content

Od czasu operacji wiślańsko-odrzańskiej, rozpoczętej 12 stycznia 1945 r. do pierwszej dekady maja tego roku Armia Czerwona opanowała całe terytorium Rzeczypospolitej oraz część terytorium III Rzeszy do linii Łaby. Sowieccy okupanci zastąpili cofających się na zachód okupantów niemieckich. Już 25 stycznia 1945 w Miechowicach (ob. część Bytomia) „wyzwoliciele” wymordowali co najmniej 380 osób. 

 

Pod lufy pepesz i bagnety krasnoarmiejców trafiali zarówno Niemcy, jak i polscy autochtoni ze Śląska. Mordowano cywilów, księży i zakonnice. W Stolarzowicach torturowali i zastrzelili katolickiego księdza, proboszcza z Miechowic, ks. Jan Frentzla. Zatrzymali go, gdy wraz z kościelnym Janem Gajdą w piwnicy jednego z budynków udzielał posługi kapłańskiej umierającemu. 

 

Gdy na początku lutego odnaleziono zwłoki duchownego, miał złamany nos, rany postrzałowe oka, ramion i łopatki, dłonie związane drutem kolczastym. Zbrodni dokonano prawdopodobnie w przejętym przez sowietów niemieckim bunkrze artylerii przeciwlotniczej, stanowisku dowodzenia gen. Aleksandra Naumanowa, dowódcy 118. Korpusu Strzeleckiego. 

 

Na Górnym Śląsku, w części należącej przed wybuchem wojny do III Rzeszy Sowieci zamordowali 39 duchownych katolickich oraz jednego pastora ewangelickiego. Mordów cywilnych mieszkańców dokonywano m.in. w Bytomiu, Katowicach, Brzezince k. Gliwic i w wielu innych miejscowościach Górnego Śląska.

 

parafiach rzymskokatolickich w Gliwicach figurują nazwiska 817 ofiar Armii Czerwonej oraz jednostek NKWD. Ofiar było jednak więcej. Pod koniec stycznia fala sowieckich mordów, gwałtów i rabunku przetoczyła się przez Opolszczyznę. Między 28 a 31 stycznia 1945 r. w Boguszycach żołnierze 125 Dywizji Piechoty wymordowano co najmniej 380 cywilów, w tym również Polaków. 

 

Podobnych zbrodni dokonywano m.in. Opolu, Byczynie i Czarnowąsach. Na terenie Gdańska sowieccy żołnierze mordowali w niemieckim szpitalu polowym (ob. budynek Politechniki Gdańskiej) i szpitalu św. Elżbiety. Co najmniej kilkadziesiąt cywilów zginęło w podpalonym przez „bojców” kościele św. Józefa. 

 

W lutym 1945 r. kapitan Wojska Polskiego, Juliusz Bardach raportował szefowi Oddziału Propagandy Głównego Zarządu Politycznego WP, że niektóre mniej zdyscyplinowane jednostki zachowują się (…) wobec Polaków w sposób, który szkodzi sprawie przyjaźni polsko-radzieckiej i osłabia uczucie wdzięczności, jaką ludność Poznania darzy swoją wyzwolicielkę- Armię Czerwoną

 

Pomimo eufemizmów raport oficera, lojalnego komunisty, mianowanego niedługo później attaché wojskowym w Moskwie, jest świadectwem, że władza miała wiedzę o patologiach, jakie towarzyszyły „wyzwolicielom”. O rabunkach, gwałtach i morderstwach meldowali także do władz w Warszawie wojewodowie, starości powiatowi i urzędnicy różnego szczebla. Bierut i jego dygnitarze ignorowali jednak niewygodne politycznie sygnały płynące „z terenu”. 

 

W tragicznych miesiącach wiosny 1945 r. a praktycznie jeszcze przez co najmniej kolejne dwa lata Polska ludność cywilna była „wyzwalana” ze wszelkich dóbr: od zegarków, przez zapasy żywności, alkohol, tytoń, odzież, pościel, przedmioty codziennego użytku aż po konie, bydło i rowery. Do dziś świadkowie tamtych wydarzeń pamiętają słynny okrzyk sowieckich żołnierzy „dawaj czasy!” (oddaj zegarek). Ci, którzy próbowali bronić własności, niejednokrotnie ginęli od kul rozjuszonych i rozgrzanych alkoholem krasnoarmiejców. Odrębną kwestią pozostaje demontaż i rabunek całych linii produkcyjnych i wyposażenia zakładów przemysłowych od Elbląga do Wrocławia, które trafiło do ZSRS jako wojennych łup. 

 

Ilość gwałtów dokonywanych przez sowieckich żołnierzy można szacować w tysiącach, ich ofiarą padały również niepełnoletnie dziewczęta i kobiety w podeszłym wieku. Poza psychiczną traumą, z jaką ofiary borykały się przez całe życie, inną konsekwencją były niechciane ciąże (nierzadko zakończone aborcją) oraz choroby weneryczne przenoszone przez „wyzwolicieli”.  W Gdańsku ofiarami gwałtu padło 40% dziewcząt i kobiet przed 50 rokiem życia. Tylko w czerwcu 1945 r. tamtejsze służby sanitarne odnotowały prawie 5 tys. przypadków chorób wenerycznych. Masowe gwałty miały miejsce na Kaszubach, Warmii, Mazurach i Dolnym Śląsku.

 

Ostry dzwonek. Łomot w drzwi.
Jakiś brzęk - to szyba pękła.
Potem tupot, za kimś biegną
I kobiecy krzyk po chwili:
Jestem Polka, a nie Niemka!
A im i tak wszystko jedno,
Jest okazja - to skorzystaj 

 

– pisał dysydent, laureat literackiej Nagrody Nobla Aleksander Sołżenicyn, który jako sowiecki oficer artylerii walczył na froncie m.in. na terenie Prus Wschodnich, gdzie został aresztowany przez NKWD.

 

Kapitulacja III Rzeszy i zakończenie II wojny nie oznaczała końca sowieckiej przemocy dla polskich obywateli. „Wyzwoliciele” siali terror również na rdzennie polskich ziemiach w Krakowie, Olkuszu, na ziemi łódzkiej czy na terenie Wielkopolski.

 

Latem 1945 r. wojewoda łódzki informował centralne władze: Żołnierze sowieccy (…)  dokonali większymi grupami napadu z bronią w ręku na wsie: Zalesie, Olechów, Feliksin i Hutę Szklaną, rabując gospodarzom ich dobytek i dopuszczając się gwałtów na kobietach polskich”. Sprawcami byli żołnierze powracający do ZSRS dwoma pociągami, które zatrzymały się na stacji w Olechowie. 

 

W Witoni (woj. łódzkie) „wyzwoliciele” obrabowali zabudowania należące do rolnika Sobolewskiego i zamordowali jego żonę. We wsi Jaworów zabili trzynastoletnią dziewczynę. 

Do scen przemocy dochodziło również w Małopolsce. 

 

Od momentu wkroczenia do Krakowa do lata 1945 sowieccy żołnierze zamordowali co najmniej kilkanaście osób. 8 kwietnia zastrzelili Karola Trylskiego, lat 35. W maju od rany postrzałowej brzucha zmarł w szpitalu 33-letni Zdzisław Tołkacz. 23-letni Bronisław Tokarz został pobity przez napastników podczas rabunku domu jego rodziców i zmarł w szpitalu. 26 czerwca 1945 r. powiesili 55-letniego Wincentego Żaka. Podobne przypadki są udokumentowane licznymi protokołami zgonów, które zachowały się w archiwum krakowskiego Zakładu Medycyny Sądowej. 

 

Dwaj nieznani osobnicy w mundurach wojsk radzieckich uzbrojeni w broń automatyczną zamordowali przez zastrzelenie B. Ludwika, córkę Helenę lat 3 oraz zgwałcili jego żonę B. Agnieszkę, poczem pobili ją, wybijając jej oczy. Osobnicy poza tym zrabowali garderobę i zbiegli – informował raport krakowskiej milicji z 25 czerwca 1945 r. (pisownia oryginalna).

 

W nocy 26 czerwca o godzinie 2. do mieszkania K. Wincentego w pow. krakowskim wtargnęło dwóch żołnierzy sowieckich, którzy dopuścili się gwałtu na 4-letniej dziewczynce, a potem zrabowali garderobę – raportowano kilka dni później. 

 

Sprawozdanie wojewody rzeszowskiego za lipiec 1945 r. wymienia m.in. czternaście zabójstw, 28 kradzieży i 42 napadów rabunkowych na osoby prywatne, sześciu napadów na majątki państwowe, 10 przypadków gwałtu, w tym 2 na osobach nieletnich oraz liczne rozbojów i zniszczenie mienia dokonanego przez Sowietów.

 

Na dworcu w Jaśle łowcy „trofiejów” obrabowali grupę Polaków, którzy powracali z obozów i więzień na terenie Rzeszy.  Olsztyn, Głuchołazy, Piła i Sanok to tylko niektóre z setek miast, w których w 1945 r. dochodziło do gwałtów i rabunków, a nierzadko i morderstw dokonywanych przez sowieckich „wyzwolicieli”.

 

24 października 1945 r. w Jeżowie (woj. łódzkie) pijani sowieccy żołnierze z jednostki stacjonującej w majątku Popień zdemolowali i obrabowali stragany na miejscowym targowisku oraz ostrzelali cywilów. Uszkodzili także budynek posterunku Milicji Obywatelskiej. Sowieci użyli broni maszynowej i granatów i zabarykadowali się w jednym z budynków. Doszło do wymiany ognia z milicjantami. 

 

Na terenie miejscowości Jeżów, na szosie Łódź–Rawa, toczy się walka między wojskami radzieckimi a społeczeństwem polskim. 17 zabitych i dużo rannych. Sytuacja nieopanowana. Prosimy o pomoc. Wojska radzieckie otrzymują posiłki ze strony Skierniewic na wieś Kosiska. Cały stan Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa, Milicji i starostwa brzezińskiego jest skierowany z odsieczą – informował meldunek ze starostwa brzezińskiego. 

 

 Jesienią 1945 r. po wycofaniu się części sowieckich oddziałów frontowych z ziem polskich w nowych, „poczdamskich” granicach skala dokonywanych przez nich morderstw, rozbojów i rabunków zmniejszyła się, jednak akty przemocy i starcia zbrojne pomiędzy Wojskiem Polskim i milicją a sowieckimi żołnierzami miały miejsce jeszcze dwa lata po wojnie. 

 

W nocy 27/28 maja 1947 r. na dworcu kolejowym Leszno (ob. woj. wielkopolskie) doszło do wymiany ognia między plutonem ppor. Jerzego Przerwy a krasnoarmiejcami. Polscy żołnierze stanęli w obronie uwięzionej przez Sowietów. 21-letniej repatriantki z Baranowicz, Zofii Rojuk. W walce zginęło trzech sowieckich żołnierzy, pięciu odniosło rany. Wkrótce po incydencie por. Przerwa, szeregowy Władysław Łabuza, kapral Wiesław Warwasiński oraz inni żołnierze plutonu alarmowego zostali aresztowani przez UB. 

 

Sprawę prowadził oddelegowany do WP sowiecki prokurator wojskowy płk Wilhelm Świątkowski. 7 czerwca 1947 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Poznaniu skazał wymienionych żołnierzy na karę śmierci, wykonaną kilka dni później w nieustalonym miejscu. Do więziennych cel trafiło kilku żołnierzy oraz cywili, Feliks Lis, który jako pierwszy zawiadomił władze o bezprawnym uwięzieniu kobiety. Zofia Rojuk trafiła na wiele lat trafiła do łagru na Syberii. 

 

Dla spragnionych wiedzy: 

 

Baziur Grzegogorz, Armia Czerwona na Pomorzu Gdańskim 1945-47, Warszawa 2003

Jankowski M. Stanisław, Dawaj czasy! Czyli wyzwolenie po sowiecku, Poznań 2017

Kościuszko Maciej, Armia Czerwona w Wielkopolsce w latach 1945-46, Warszawa 2024

Krogulski Mariusz Lesław, Okupacja w imię sojuszu. Armia Radziecka w Polsce 1944 – 1955. Warszawa 2001

Zaremba Marcin, Wielka Trwoga. Polska 1944-1947 Ludowa reakcja na kryzys, Kraków 2012