O takich osobowościach jak Stefan Norblin zwykło się mawiać „mąż swojej żony”. Nie da się bowiem ukryć, że jego małżonka, Lena Norblin, powszechnie znana pod swoim panieńskim nazwiskiem Żelichowska, należała do ścisłego grona najpopularniejszych gwiazd międzywojennego kina.
W jego przypadku tak się sprawy miały jedynie do pewnego stopnia. Nieprzypadkowo, bo urodzony w czerwcu 1892 r. Stefan Juliusz Norblin de la Gourdaine również pozostawał artystycznie aktywny. Wybrał on bowiem zawodową ścieżkę swojego słynnego pradziadka, Jana Piotra Norblina (1745-1830), francuskiego plastyka, którego grafiki i kompozycje malarskie uznawane są za ikoniczne dla epoki stanisławowskiej.
Rychło stało się jasne, że wybór ten okazał się w pełni zasadny. Stefan Norblin okazał się bowiem wszechstronnie utalentowanym plastykiem o nienagannym warsztacie twórczym, cenionym zarówno za liczne projekty plakatów, karykatury i portrety (w tym m.in. Kazimierza Skarżyńskiego, sekretarza generalnego Polskiego Czerwonego Krzyża oraz autora pierwszego raportu o zbrodni katyńskiej).
W okresie międzywojnia realizował on intratne zlecenia na potrzeby m.in. Ministerstwa Komunikacji i Polskich Kolei Państwowych. Jego plakaty zdobiły m.in. biuro „Orbisu” w Berlinie, a także pokłady polskich transatlantyków. Tym samym okazał się on kreatorem wizualnych wizytówek II Rzeczypospolitej.
Nieprzypadkowo zatem pochodna jego twórczości doczekała się powszechnego uznania, a on sam, wraz ze swoją zjawiskową żoną, wzmiankowaną Leną Żelichowską, był na międzywojennych salonach chętnie goszczony. Zawodowy sukces przejawił się również w wymiarze komercyjnym, czyniąc zeń osobę zamożną.
Paradoksalnie dziełem jego życia okazały się realizacje powstałe tysiące kilometrów od rodzinnego kraju. W efekcie niemieckiego, a następnie sowieckiego najazdu (wrzesień 1939 r.) Norblin i jego małżonka zdecydowali się na opuszczenie Polski. Znaleźli się tym samym w gronie tysięcy tułaczy, usiłujących odnaleźć się poza okupowaną ojczyzną.
Tym sposobem, poprzez m.in. Rumunię, Irak i Iran, małżeństwo Norblinów dotarło do Indii, według ich pierwotnych zamierzeń jedynie etapu na zaplanowanym szlaku ku Stanom Zjednoczonym. Jak się jednak okazało para uchodźców zagościła na Subkontynencie dłużej niż to wynikało z ich pierwotnych zamierzeń.
Stało się tak za sprawą przyjęcia oferty przedstawicieli maharadży Lakhdhirij Waghija wykonania przezeń malowideł ściennych we wnętrzach jego rezydencji w Morvi i Gudżarat. Drugie wielkie zlecenie otrzymał również od hinduskiego dostojnika, Umaida Singha, który zamówił malowidła do swojego pałacu Umaid Bhawan.
Pochodną tych zleceń były monumentalne kompozycje malarskie ukazujące m.in. sceny ze staroindyjskiego eposu „Ramajana”, łączące w sobie ikonograficzne rozwiązania wypracowane przez hinduskich artystów z wrażliwością plastyka zafascynowanego estetyką art déco. Dopracowane w każdym calu i pełne rozmachu kompozycje (m.in. epicka scena z udziałem znanego ze zmagań z Wielkimi Mogołami wodza Durgadasa Rathore) do dziś wzbudzają uzasadniony zachwyt i stanowią unikat na światową skalę.
Niebawem po zakończeniu wojny (w roku 1946) małżeństwu Norblinów udało się w końcu dotrzeć do celu swojej wędrówki, tj. do Stanów Zjednoczonych. Na powrót do włączonego do sowieckiej strefy wpływów kraju się nie zdecydowali. Według późniejszej relacji oboje stracili nadzieję na odzyskanie przez Polskę suwerenności. Toteż ich nowym domem stało się San Francisco, gdzie osiedli w nieco zwiększonym składzie. Oto bowiem, w roku 1944, urodził się ich syn, Andrzej.
Amerykański sen Norblinów nie trwał jednak zbyt długo. W sierpniu 1952 r. Stefan Norblin zmarł śmiercią samobójczą, ponoć zdruzgotany perspektywą utraty wzroku. Jego żona, niegdyś wielbiona przez widownie międzywojennej Polski, zmarła w wieku zaledwie 48 lat w sierpniu (lub październiku) 1958 r. Ich doczesne szczątki sprowadzono do kraju w roku 2012 i uroczyście pochowano na Starych Powązkach w Warszawie.
Koniec końców trudno oprzeć się przypuszczeniu, że gdyby nie agresja totalitarnych sąsiadów II Rzeczypospolitej artyści tego pokoju co Stanisław Ignacy Witkiewicz (szerzej znany jako „Witkacy”), Jan Rubczak czy właśnie Stefan Norblin wzbogaciliby dziedzictwo rodzimego malarstwa o jeszcze wiele wartościowych realizacji. Dlatego okazali się oni stratą z gatunku niepowetowanych.
Dla spragnionych wiedzy:
A. Kasprzak, Norblin. Malarstwo, Olszanica 2021
I. Luba, Dialog nowoczesności z tradycją. Malarstwo polskie dwudziestolecia międzywojennego, Warszawa 2004
Stefan Norblin. Artysta trzech kontynentów, red. A. Szlązak, Stalowa Wola 2015
