Straty materialne, tożsamościowe, a nade wszystko osobowe to oczywiście najbardziej dotkliwe konsekwencje niemieckiej i sowieckiej agresji z 1939 r. oraz kolejnych lat i dekad ekonomicznego drenażu Polski przez Związek Sowiecki. Nie obyło się przy tym bez nacechowanego ideologią dławienia przejawów kultury – zarówno w jej wysublimowanych przejawach, jak i przeznaczonych dla znacznie szerszej publiki.
Wprost przyznać trzeba, że ostatnie lata międzywojennej Polski upłynęły pod znakiem dynamicznego rozwoju właśnie kultury popularnej. Ożywienie w tej dziedzinie odczuwalne było w niemal każdym jej aspekcie. Teatry, kabarety, coraz śmielej poczynający sobie producenci filmowi, a także liczne tytuły prasowe (w tym zwłaszcza szczególnie popularne tzw. popołudniówki) na krótkie chociaż chwile pozwalały zapomnieć o trudach codzienności. O telewizji mało kto wówczas śnił, aczkolwiek zaczątki tego medium były u schyłku międzywojnia testowane (pamiętny pokaz filmu „Barbara Radziwiłłówna" w gmachu warszawskiego „Prudentialu" w sierpniu 1939 r.).
Toteż zamiast telewizyjnych seriali masowa publiczność chłonęła powieści w odcinkach drukowane w niezliczonej ilości dzienników i tygodników. Można zatem rzec, że od czasów pierwodruków wzbudzających ogrom emocji utworów m.in. Józefa Ignacego Kraszewskiego i Henryka Sienkiewicza niewiele się zmieniło. A jednak oferta ostatnich lat II Rzeczypospolitej była pod tym względem znacznie obfitsza. Ponadto literackie bestselery (vide „Doktor Murek zredukowany" i „Znachor" Tadeusza Dołęgi-Mostowicza) prędko doczekiwały się nie mniej popularnych ekranizacji, a tendencja ta wyraźnie się nasilała.
Obecnie nie ma zatem wątpliwości, że schyłkowe międzywojnie okazało się swoistą areną bujnego rozwoju kultury popularnej. Co więcej, znać było, że pod tym względem będzie już tylko lepiej. Zdecydowała o tym również otwartość polskich odbiorców na ten rodzaj dóbr importowanych z głównego ośrodka rozwoju ówczesnej popkultury, tj. Stanów Zjednoczonych. Przejawiło się to nie tylko kinowymi widowiskami tej klasy co disneyowska „Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków" (1937 r.) czy wciąż chętnie oglądane „Przeminęło z wiatrem" (1939 r.), ale także coraz popularniejszą literacką fantastyką, kryminałami i, jak niekiedy wówczas określano komiksy, „serialami rysunkowymi".
Tych bowiem nie brakowało we wspomnianych popołudniówkach. Stanowiły mile widziane uzupełnienie zadrukowanych na gęsto gazetowych szpalt, przyciągając nie tylko młodocianą publikę, ale też zafascynowanych najpopularniejszym „tworem” Edgara Rice'a Burroughsa – tj. Tarzanem – całkiem już dorosłych czytelników. A to właśnie bohater powieści wspomnianego autora stał się nad Wisłą i Niemnem jedną z najpopularniejszych osobowości międzywojennej popkultury.
Walnie przyczyniła się ku temu nie tylko seria poczytnych powieści (do 1939 r. przetłumaczono ich na język polski aż dziesięć) i kinowy serial z pływakiem olimpijskim w roli głównej Johnny’m Weissmullerem, ale także przedruki rozrysowywanych finezyjną kreską komiksów, zamieszczanych m.in. w „Świecie Przygód. Ilustrowanym Tygodniku dla Młodzieży”. Jakby tego było mało, publikowano wprost dedykowany tej postaci magazyn „Tarzan. Tygodnik Przygód i Powieści Graficznych”.
Lord Greystoke (czyli właśnie Tarzan) nie był na naszym gruncie odosobnionym przypadkiem. Importowani z Danii Pat i Patachon (z czasem „przechrzczeni" na bardziej swojsko brzmiących Wicka i Wacka) oraz szwedzki Adamson (w polskiej wersji Agapit Krupka), Kaczorek Zadziorek („spolonizowany" Kaczor Donald), a także rodzimy Bezrobotny Froncek (notabene gwiazda i zarazem maskotka dziennika „Siedem Groszy", wydawanego przez należący do Wojciecha Korfantego koncern prasowy „Polonia") cieszyli i bawili swoimi humorystycznymi perypetiami. Na ogół przyjmowały one formę tzw. gazetowych pasków (ang. comic strip), liczących trzy lub cztery kadry, które mogły (choć nie musiały) stanowić część większego utworu.
Jeszcze przed II wojną światową pojawiły się nawet zaczątki rynku dla magazynów specjalizujących się właśnie w narracjach obrazkowych – by wspomnieć przywołany chwilę temu „Świat Przygód" oraz „Gazetkę Miki", z którą współpracował m.in. Jan Marcin Szancer oraz Wanda Wasilewska.
Im bliżej schyłku lat trzydziestych, tym przedruki stricte humorystyczne w coraz większym stopniu zaczęły urozmaicać historie gatunkowo przynależne do zyskującej wówczas na popularności fantastyki naukowej. Nic w tym zresztą dziwnego, bo właśnie na ten moment dziejowy datowany zwykł być początek Złotej Ery Science Fiction w jej amerykańskim mateczniku.
Tym sposobem do Polski trafiły historie z udziałem Flasha Gordona, zgodnie z panującą wówczas tendencją spolszczonym na „Błyska" Gordona. Świadectwem tego jest zresztą słynna fotografia powstańca warszawskiego wczytującego się w przygody wspomnianego bohatera, wykonana w sierpniu lub wrześniu 1944 r. przez Tadeusza Bukowskiego. Prezentowane w tygodniku „Panorama" wyczyny magika Mandrake'a czy Lone Rangera/Cowboya w masce („Wieczór Warszawski") to kolejne przykłady, w jak szybkim tempie poczytne narracje obrazkowe trafiały do ówczesnych polskich czytelników.
Pod tym względem za szczególnie znamienną wypada uznać przez wiele lat zapomniany polski debiut popkulturowej ikony w osobie Supermana. „Nadczłowiek Jutra" trafił na łamy „Kuriera Codziennego 5 Groszy" już w czerwcu 1939 r., tj. niewiele ponad rok po jego amerykańskiej premierze. Do tego bowiem doszło 18 kwietnia 1938 r. na łamach pierwszego numeru magazynu „Action Comics" (datowanego na czerwiec).
Podobnie jak w przypadku „Błyska" Gordona, także wspomniany heros został przez redakcję wspomnianego dziennika „spolonizowany". Zamiast na równinach Kansas ocalały z pochłoniętej przez kosmiczny kataklizm planety Krypton noworodek wylądował w okolicach Kalisza. Znany pod imieniem Burzan (w oryginalnej wersji Clark Kent) bawił czytelników popularnej popołudniówki niemal do niemieckiego najazdu na Polskę we wrześniu 1939 r.
Nie licząc poglądowej historyjki zawartej w datowanym na 8 października 1972 r. tygodniku „Szpilki” oraz warunkowo dopuszczonego do kinowej dystrybucji filmu „Superman III” (czerwiec 1985 r.) na kolejną „wizytę" „Nadczłowieka Jutra” polscy wielbiciele popkultury zmuszeni byli czekać aż cztery dekady, tj. do przełomowego roku 1989.
W kontekście ogromu strat doznanych w zdecydowanie bardziej istotnych sferach rzeczywistości odcięcie powojennej Polski od czerpania z zasobów bujnie rozwijającej się popkultury zasadnie jawić się może jako zjawisko bez większego znaczenia. Niemniej uwzględniając dynamikę rozwojową ostatnich lat II RP także w kontekście tej odmiany rozrywki, trudno oprzeć się poczuciu, że również pod tym względem zostaliśmy dotkliwie obrabowani i tym samym pozbawieni – dla wielu – istotnego składnika radości życia.
Dla spragnionych wiedzy:
A. Rusek, Tarzan, Matołek i inni. Cykliczne historyjki obrazkowe w Polsce w latach 1919–1939, Warszawa 2001
„Szpilki” R. 38, nr 41 (1623) z 8 X 1972 „Zeszyty Komiksowe" nr 4 (2006)
„Zeszyty Komiksowe” nr 4 (2006)
