Przejdź do treści

Zawierucha wojenna z lat 1939-1945 nie ominęła również przedstawicieli rodzimej branży filmowej. Witold Zacharewicz („Barbara Radziwiłłówna”), Helena Łopuszańska („Czarne diamenty”) i Zygmunt Biesiadycki („Gwiaździsta eskadra”) to tylko wybrane osobowości międzywojennej sceny filmowej i teatralnej, które padły ofiarą niemieckich i sowieckich okupantów.  

 

Dotkliwe straty w ich gronie przejawiły się również w złamanych karierach. Dotyczyło to zarówno tych, których aktywność zawodowa została odgórnie zablokowana (vide m.in. cieszącą się ogromną popularnością wśród przedwojennej publiki Maria Bogda), jak również te osoby, które do kraju powrócić nie mogły. 

 

Tak się sprawy miały w przypadku Leny Żelichowskiej (właśc. Heleny Norblin), która już od wczesnej młodości zachwycała bywalców Teatru Wielkiego, a z czasem także stołecznych scen rewiowych, cieszących się wśród mieszkańców międzywojennej Warszawy nieustającym zainteresowaniem. 

 

W początkach lat trzydziestych polubiło ją również kino. Mimo przywiązania do występów na żywo zdecydowała się wystąpić w reklamie polskiego Fiata 508 (1932 r.). Krótka, acz wyrazista rola (jako klientki stacji benzynowej sławiącej w piosence wspomnianą markę samochodową) najwyraźniej zachęciła ją, by podążyć tą ścieżką artystycznej aktywności. 

 

Wejście do grona gwiazd wielkiego ekranu odbyła z przysłowiowym przytupem, debiutując jako agentka polskiego kontrwywiadu w przebojowej produkcji (notabene z Hanką Ordonówną w roli głównej) pt. „Szpieg w masce” (1933 r.). Niewieści powab oraz obycie na scenie sprawiły, że Lena Żelichowska z miejsca stała się ulubienicą ówczesnych widzów. 

 

Kolejne role w takich m.in. hitach tamtych czasów jak „Czarna perła” (1934 r.), „O czym marzą kobiety” (1937 r.) oraz ekranizacji powieści Zofii Nałkowskiej „Granica” (1938 r.) umocniły ten status. Nieprzypadkowo zwykła być ona wymieniana wśród najpopularniejszych przedstawicielek płci pięknej rodzimej kinematografii okresu międzywojnia.   

 

Po niemieckiej inwazji na Polskę Lena Żelichowska znalazła się wśród osób, którym udało się z kraju ewakuować (swoją drogą dzięki uprzejmości Mariana Hemara, który zabrał ją i jej męża swoim autem). Tak rozpoczęła się jej długa wędrówka poprzez m.in. Rumunię, Iran i Subkontynent Indyjski. Po zakończeniu wojny nie zdecydowała się na powrót do odmienionej, zwasalizowanej przez Związek Sowiecki Polski. Wraz z mężem, Stefanem Norblinem i urodzonym w 1944 r. synem Andrzejem, emigrowała do Stanów Zjednoczonych. 

 

Mimo że z zamieszkiwanego przez nią San Francisco (gdzie Norblinowie się osiedlili) do hollywoodzkiej „Fabryki Snów” miała nieporównywalnie bliżej niż z rodzinnej Warszawy, to jednak nie podjęła próby odnalezienia się w amerykańskiej branży rozrywkowej. Miast tego imała się różnych zajęć, by u schyłku życia udzielać się zawodowo jako manicurzystka. 

 

Zmarła w wieku zaledwie 48 lat, 28 sierpnia 1958 r. (wymieniana jest również data 14 października tego roku). Klientki salonu, w którym pracowała, nie były rzecz jasna świadome, że w osobie pogodnie usposobionej, urokliwej stylistki paznokci, miały do czynienia z jedną z najjaśniej świecących gwiazd kina z odległej, usytuowanej po drugiej stronie żelaznej kurtyny, Polski. 

 

Pasjonaci przedwojennego kina o niej jednak nie zapomnieli. Realizacji filmowych z jej udziałem nie mogło bowiem zabraknąć w popularnym cyklu „W Starym Kinie”. Toteż talent wokalny i aktorski Leny Żelichowskiej doceniany był również przez kolejne pokolenia wielbicieli X Muzy. 

 

Musiało jednak upłynąć ponad sześć dekad od śmierci rzeczonej, by jej doczesne szczątki (a także jej męża, wspominanego Stefana Norblina), sprowadzono do kraju. Ich uroczystego pochówku dokonano 12 października 2012 r. na warszawskich Starych Powązkach. Tego samego dnia odsłonięto płytę pamiątkową w lokalizacji ich dawnej wilii przy ul. Gdańskiej w Warszawie. 

 

Podobnie jak wiele innych osobowości kina okresu II Rzeczypospolitej, również ona, w roku 1939 r. będąca przecież w pełni swoich twórczych sił, okazała się niepowetowaną stratą dla kultury polskiej. Licząca niespełna trzydzieści lat gwiazda filmowej i teatralnej sceny jeszcze przez wiele lat zachwycać mogła swoim wdziękiem i talentem. Tak się jednak niestety nie stało wskutek geopolitycznego kataklizmu, którym okazała się II wojna światowa i wynikłe z niej konsekwencje.  

 

Dla spragnionych wiedzy: 

 

M. Hendrykowska, Lena Żelichowska w: „Film” nr 4 (1996), s. 118

S. Janicki, Stare polskie kino, Warszawa 1985

G. Rogowski, Skazane na zapomnienie. Polskie aktorki filmowe na emigracji, Warszawa 2017