Latem 1944 r. wiele wskazywało, że dni Niemiec hitlerowskich są już policzone. Po utworzeniu frontu we Francji oraz zagładzie niemieckiej Grupy Armii „Środek” (czerwiec 1944 r.) zdawać się bowiem mogło, że nic już sprzymierzonych mocarstw nie powstrzyma. Bieg przypadków, w tym również determinacja świadomego konsekwencji klęski niemieckiego przywództwa, przedłużył jednak agonię III Rzeszy aż do maja kolejnego roku.
W tym czasie Niemcy desperacko usiłowali wydobyć się z geopolitycznej i militarnej matni, w którą wpędzili się na własne życzenie. Obok m.in. pocisków balistycznych V-2 oraz ostatecznie niewdrożonych do masowej produkcji ciężkich czołgów Panzerkampfwagen VIII Maus służyć temu miały także miniaturowe okręty podwodne typu XXVIIB, określane kryptonimem Seehund („Foka”).
Dla tych rzeczywiście niewielkich jednostek (niespełna dwa metry szerokości i dwanaście długości) przewidziano dwuosobową załogę, a jej uzbrojenie ograniczono do zaledwie dwóch torped. Liczono, że masowe użycie miniaturowych okrętów znacząco utrudni operowanie nieprzyjacielskich eskadr m.in. na Bałtyku. Tak się jednak nie stało i tym samym konstrukcja ta okazała się jeszcze jedną niespełnioną nadzieją niemieckiej wojskowości.
U schyłku wojny i po jej zakończeniu technologia wytwarzania miniaturowych okrętów podwodnych stała się łakomym kąskiem dla Sowietów. W lutym 1945 r. jednostki Armii Czerwonej przejęły elbląską stocznie Schichaua, a której wspomniane okręty produkowano. Przez kolejne cztery miesiące wyposażenie zakładu zrabowano i wywieziono do Związku Sowieckiego.
O dziwo jednak, po przekazaniu stoczni polskiej administracji, wciąż zachowała się bliżej nieokreślona liczba sekcji produkcyjnych. Polscy inżynierowie zadeklarowali zamiar ich uruchomienia, a tym samym wyprodukowania „lilipucich” okrętów na potrzeby rodzimej Marynarki Wojennej. Do zrealizowania tego zamierzenia jednak nie doszło, o czym w szczegółach opowiedział kolejny prelegent cyklu wykładów pt. „Cienie wojny. Spotkania o stratach i pamięci”, organizowanych przez Instytut Strat Wojennych im. Jana Karskiego.
Tym razem w tej roli odnalazł się dr Marcin Westphal, historyk i archiwista, zawodowo związany z Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku (w funkcji Zastępcy Dyrektora tej placówki ds. Merytorycznych). Z racji dogłębnego rozeznania podjętego zagadnienia zaproponował on przekrojowe przybliżenie dziejów stoczni Schichaua, ze szczególnym uwzględnieniem okresu II wojny światowej oraz pierwszych lat powojennych.
Wykład pt. „Od zakładu Schichaua do Stoczni nr 16 w Elblągu – produkcja, straty i powojenna tajemnica” wygłoszony został 26 maja br. w Bibliotece Elbląskiej im. C. Norwida. Publiczność dopisała, a po prelekcji odbyła się dyskusja z udziałem m.in. Dyrektora Instytutu Strat Wojennych, dr. Bartosza Gondka.
