Przejdź do treści

Była noc z 21 na 22 stycznia 1940 r., gdy w usytuowanym na terenie przedwojennego województwa tarnopolskiego Czortkowie doszło do zrywu powstańczego polskich mieszkańców tych terenów. Nieprzypadkowo, bo okupująca od września 1939 r. ów obszar administracja sowiecka zdążyła dać się poznać od jak najgorszej strony. 

 

Represje stosowane wobec polskiej ludności wdrażano od pierwszych dni agresji na Polskę, rozpoczętej 17 września 1939 r. Toteż już w kolejnym miesiącu, z inicjatywy Józefa Opackiego, Tadeusza Bańkowskiego, Henryka Kamińskiego i Heweliusza Malawskiego, zorganizowano lokalną strukturę konspiracyjną pod nazwą Stronnictwo Narodowe. 

 

Terminem zbrojnego zrywu zdecydowano się nawiązać do rocznicy powstania w styczniowego (1863 r.). Wykorzystano również dostrzegalne zmniejszenie sowieckiego garnizonu z powodu przetransportowania części jego składu osobowego do napadniętej przez Sowietów (30 listopada 1939 r.) Finlandii.  

 

Zbiórkę wtajemniczonych konspiratorów zaplanowano na późny wieczór 21 stycznia w miejscowym kościele dominikanów. Inicjatywę podjęło wówczas ok. 200 osób, których inicjatorzy przedsięwzięcia podzielili na cztery grupy. Każdej z nich przydzielono konkretne zadanie – w tym szczególnie istotne opanowanie dworca kolejowego. Konspiratorzy zamierzali bowiem (wraz w uwolnionymi z aresztu NKWD więźniami) przedostać się przez Zaleszczeki do Rumunii. 

 

Miał to być pierwszy etap w ich dalszej wyprawie, szlakiem wytyczonym przez żołnierzy Wojska Polskiego we wrześniu 1939 r. Celem zaś miała być Francja, gdzie formowano wówczas polskie jednostki, przeznaczone do planowanej przez aliantów wiosennej ofensywy.  

 

Rychło okazało się, że konspiratorzy nie dysponowali wystarczającą ilością uzbrojenia; zabrakło również odpowiednio „dogranej” koordynacji. Problemem okazały się także trudne warunki atmosferyczne spowodowane wyjątkową tego roku ostrą zimą. Ponadto Sowieci ściągnęli pociąg pancerny z oddziałem czerwonoarmistów na pokładzie i z miejsca przystąpili do dławienia zrywu.   

 

O poważnym potraktowaniu całej sprawy świadczyło szybkie przybycie wysokich rangą funkcjonariuszy bezpieki w osobach samego Iwana Sierowa (wówczas szefa NKWD na obszarze Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej) Wsiewołoda Mierkułowa (już wkrótce koordynatora zbrodni katyńskiej).  Uwięziono wówczas blisko 130 konspiratorów, z czego blisko stu prędko przyznało się do udziału w powstańczym przedsięwzięciu.  

 

W kolejnych dniach wdrożono aresztowania na szeroką skalę. Doprowadziło to do rozbicia lokalnych komórek Związku Walki Zbrojnej. Ogółem pojmano wówczas kilkaset osób, często zresztą bezpodstawnie. Czekały ich wywózki do łagrów, a w wielu przypadkach egzekucje. 

 

Makabryczną konkluzją tego zrywu było rozstrzelanie 2 lipca 1941 r. przez uciekających przed Niemcami Sowietów ośmiu zakonników z wspominanego kościoła dominikanów. Nie był to ani pierwszy, ani ostatni dowód na wyjątkową pamiętliwość i bezwzględność komunistów.  

 

Dla spragnionych wiedzy:

 

T. Janusz, Powstanie czortkowskie 1940 r. Sprawiedliwość po sowiecku w: „Niedziela” nr 7/2005 , s. 11

K. Szymański, Powstanie czortkowskie w: „Kurier Galicyjski” nr 5 (153), s. 14

R. Wnuk, „Za pierwszego Sowieta”. Polska konspiracja na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej (wrzesień 1939-1941), Warszawa 2007