„Tam nie było dzieci. Byliśmy tylko małymi numerami, które musiały pracować ponad siły”. Tymi słowami określiła los polskich dzieci więzionych w niemieckim obozie koncentracyjnym przy ul. Przemysłowej w Łodzi Gertruda Skrzypczak, ocalona z piekła zgotowanego najmłodszym przez okupantów.
„Płakaliśmy cicho, w nocy, żeby nie drażnić wachmanów. Najgorszy był strach przed zmoczeniem łóżka. Wiedzieliśmy, co za to grozi – bicie do nieprzytomności (…). Obóz odebrał nam nie tylko zdrowie, ale i prawo do dziecięcego płaczu”. To z kolei słowa Józefa Witkowskiego, w trakcie II wojny światowej również małoletniego więźnia wspomnianego obozu…
Przez długie lata losy dzieci z ul. Przemysłowej pozostawały w najlepszym razie bolesnym wspomnieniem tych spośród ich grona, którzy przetrwali nieludzkie warunki przetrzymywania. Mimo że m.in. na lubelskim Majdanku oraz w Oświęcimiu placówki muzealne utworzono wkrótce po zakończeniu wojny, to jednak przez kolejne dwie dekady tematyka niemieckich obozów zagłady/koncentracyjnych nadal jawiła się niczym zbyt świeża i wciąż niezabliźniona rana…
Nie inaczej sprawy miały się w przypadku obozu koncentracyjnego przy ul. Przemysłowej, utworzonym przez niemieckich okupantów w grudniu 1942 r. Już tylko okoliczność zorganizowania takiej przestrzeni z założenia przeznaczonej do więzienia dzieci zasadnie trzeba uznać za zjawisko z gatunku szczególnie przerażających.
Wątek ten wybrzmiał również w trakcie wykładu wygłoszonego 20 października br. w ramach cyklu „Cienie wojny. Spotkania o stratach i pamięci”, poświęconego dzieciom z obozu przy ul. Przemysłowej. Dzięki gościnności Korczakianum-Muzeum Warszawy wspomniana prelekcja – pt. „Głód, praca, strach i krzyk, którego nikt nie słyszał. Historia niemieckiego obozu dla dzieci polskich przy ul. Przemysłowej w Łodzi (1942-1945)” – odbyła się w warszawskiej siedzibie tej placówki, w latach 1912-1942 zamieszkiwanej przez dr. Janusza Korczaka i jego wychowanków.
W roli wykładowcy odnalazł się tym razem Piotr Tomczyk, na co dzień, varsavianista, psycholog kliniczny oraz licencjonowany przewodnik m.in. po województwie mazowieckim i łódzkim. Nie krył on przy tym, że upamiętnienie małoletnich ofiar jest dlań szczególnie ważne jako dla rodowitego łodzianina. Równocześnie, z racji specyfiki tematu w trakcie prelekcji, dały o sobie znać emocje zarówno prelegenta, jak i słuchaczy wykładu…
Jaka była geneza obozu usytuowanego w wydzielonej części łódzkiego getta, o niemieckiej hipokryzji zawartej już tylko w jego urzędowej nazwie („obóz zapobiegawczy”), z jakich środowisk wywodzili się mali więźniowie, a przede wszystkim o straszliwych warunkach, w których zmuszone było żyć i pracować ponad swoje siły co najmniej 2,5 tys. dzieci to tylko część wątków z wstrząsającej w swojej wymowie prelekcji. Gruntownie zaznajomiony z tematem Piotr Tomczyk przybliżył wspomnienia ocalałych, ale także sylwetki ich oprawców, wśród których nie mogło zabraknąć komendanta obozu, SS-Sturmbannführera Karla Ehrlicha (1893-1974).
Prelegent nie omieszkał przy tym docenić wysiłku pracowników dwóch instytucji podtrzymujących pamięć o dzieciach z niemieckiego obozu koncentracyjnego przy ul. Przemysłowej: Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Łodzi, a nade wszystko łódzkiego Muzeum Dzieci Polskich-ofiar totalitaryzmu (w tym m.in. Jolanty Sowińskiej-Gogacz, wraz z Błażejem Torańskim autorki książki pt. „Mały Oświęcim. Dziecięcy obóz w Łodzi”), placówki dedykowanej małoletnim ofiarom niemieckich okupantów.
Wykład konkludowały m.in. słowa jednej z nich: „My, którzyśmy ocaleli, nie żądamy zemsty, ani odwetu. Żądamy tylko jednego: pamięci. Pamięci o tych, którzy tam zostali, i przestrogi dla świata, aby nienawiść nigdy więcej nie odebrała dzieciom dzieciństwa”…
